• Wpisów:93
  • Średnio co: 33 dni
  • Ostatni wpis:7 lata temu, 10:49
  • Licznik odwiedzin:26 850 / 3179 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Już po osiemnastce.
I po wycieczce klasowej do Krakowa.
Było genialnie i mam zamiar tam wrócić jak najszybcej! Jeżeli nie w tym roku, to na pewno za rok, we wrześniu Kiedy to wszyscy będzie przygotowywać się nas studiaaa ;d
Jutro w końcu zamawiam Asus'a Trafnsformer, razem ze stacją dokującą. Dużo informacji zebrałam na jego temat przez ostatnie 2 tygodnie i zakup tabletu bez klawiatury jest bezsensowny. Stacja dokująca daje nam wiele możliwości - nie musimy tabletu trzymać ciągle w rękach, ma wejścia na USB i kartę pamięci i - co najważniejsze - jest to dodatkowa bateria dla urządzenia. Czyli jeżeli po 9 h wyładowuje nam się tablet, wkładając go w stację dokującą, zyskujemy kilka kolejnych. Ponoć w stacji tablet może chodzić ok 16h Zobaczymy.
Jestem mega zadowolona - mimo iż nie jestem jeszcze posiadaczką tabletu - chociażby na samą myśl, że teraz o wiele wygodniej będzie mi zabierać go gdzieś w trasy. Z drogi będę mogła przede wszystkim pracować nad opowieścią. Nie będę musiała marnować swojego czasu w domu (jak do tej pory), który powinnam w pełni wykorzystać tylko i wyłącznie na naukę i przygotowania do matury... A pisać będę mogła w drodze do szkoły jak i z powrotem. Uczyć się w autobusie nie mogę, bo zwykle po szkole wraca mi choroba lokomocyjna - rano jeszcze jako tako daję radę, chociaż ostatnio częściej śpię niż siedzę w trasie z nosem w książkach. Damyyy radę W każdym razie mogę go również wykorzystać do nauki, prawdaż Zrobić notatki - co na pewno uczyniłabym w szybszym tempie niż pisząc je ręcznie - i uczyć się w drodze.
Facet mojej mamy powiedział mi, że maks do środy powinnam go mieć. No, jeżeli piszą, że wysyłają w ciągu 24h od zakupu, to pewnie tak go gdzieś dostanę - wtorek, środa.
A poza tym czeka mnie niby luźny, ale ciężki tydzień.
Poniedziałek - wierszyk z łaciny (nie uczę się, nie chce mi się;p) + materiały na warsztaty dziennikarskie.
Wtorek - powtórzenie z franucskiegooo (nienawidzę tego!) i kartkówka z matmy.
Środa - sprawdzian z francuskiego + durne zadanie z WOKu.
Czwartek - skrócone lekcje, ale co z tego jak na pierwszej sprawdzian z WOS'u? ;x
Piątek - wooooolne! Bo dzień nauczyciela
Cóż, uciekam dalej w kime. Choruję sobie trochę, ale pewnie znająć życie jutro będzie już o nieeeeeeeeeeeebo lepiej! Zawsze na weekend zdycham, a w tygodniu wszystko jest ok i muszę chodzić do szkoły ;x ironia losu!

byeeeeeee;*
 

 
Tak, za 5 dni mojaaa osiemnastka ;O
we wtorek mała imprezka dla rodzinki
Torcik i inne sprawy
W piątek, w urodziny domóweczka u męża na tą chwilę, a jak wyjdzie - zobaczymy.
Tequila na stole i całą noc tańczenia, o taak!
(innego alkoholu nie przewiduję, więc jeżeli ktoś pragnie napić się wódeczki, to w swoim zakresie... nie wiem dlaczego, ale od pewnego czasu mam wstręt do wódki! Cytrynówka jeszcze może być, ale te inne, czyste i ch.j wie jakie.. bez komentarza -.-)
Najbardziej cieszy mnie perspektywa wtorku, bo trochę kasy wpadnie, a moja kochana mamusia zadeklarowała, że dołoży mi na tablet! <3 Tak, jaram się, ku.wa! A dlaczego by nie? Nie stać nas aby ciągle kupować jakieś drogie rzeczy, więc skoro dostaję coś co kosztuje od 1000 zł do góry, raz na kilka lat, to mam prawo się cieszyć jak małe dziecko, o!
I tablecik przydałby się w tym tygodniu, bo za tydzień, w poniedziałek, jedziemy na ostatnią wycieczkę klasową, więc coby się nie nudzić w drodze tudzież później wieczorem w hostelu, zawsze to jakaś rozrywka ;d haha, jasne. Ściągać lekturki i czytać, coby nie wozić pięćdziesiąt tysięcy ciężkich książek. A mówiąc o książkach, zeszytach, ciężkich torbach, plecakach... Fajnie, jakby nauczyciele nie mieli nic przeciwko temu i pozwalali używać nam tabletów, małych laptopów na lekcjach, to robienia notatek. Chociażby ze względu na zdrowie, na kręgosłup, ale też dlatego, że szybciej piszemy na urządzeniach elektronicznych niż w zeszytach i łatwiej byłoby nam zapisywać każde słowo nauczyciela. Ale cóż... jest to niemożliwe ;< Tak czy siak mam zamiar nosić go do szkoły i... kurde, gdybym na historii siedziała gdzieś z tyłu, na pewno bym go używała - chociaż moje notatki były by pełne i jakoś ładnie ułożone, a nie jak zawsze w zeszycie - jeden, wielki burdel
Właściwie nie decydowałabym się na zakup tego gadżetu, wolałabym wymienić swój niby porządny laptop firmy Sony VAIO, na coś z np. HP, coś bardziej wytrzymałego, ale takie laptopy to ani do torebki wsadzić, a przecież pięćdziesiąt toreb nie będę nosiła. A małych netbooków, nie lubię. Tak, nie lubię nic, co jest małego, także telefon muszę mieć większy! Chociaż w Nokii e71 mam troszkę większy ekran niż w BlackBerry, ale tnic ;p i tak wolę BB ;D

jutro trochę luźniej w szkole, pomijając kartkówkę z angielskiego - milion słówek, a ja jeszcze nic nie umiem i się nie nauczę. Trzeba iść spać, bo jutro o 5 pobudka. We wtorek dowiem się, czy dostałam się do internatu - co za ironia losu. Mieszkałam tam 1,5 roku, a jestem na liście rezerwowej. Zwykle podania na koniec roku to była tylko czysta formalność, bez żadnego gadania ktoś, kto mieszkał przez rok, w drugiej klasie i dalej miał pierwszeństwo, ale cóż. Dużo się tam pozmieniało. Na gorsze. Dużo starych ludzi wyrzucili i mimo że są także na liście rezerwowej, nie mają zamiaru ich przyjąć. Za dużo kotów też przyjęli, będzie ciężko. Ale jestem dobrej myśli Inaczej czeka mnie w niedzielę nocka u męża, bo przecież nikt nie będzie na 5 rano zawoził mnie 60 km na pkp, z którego przetransportujemy się do Wrocławia i dalej do Krakowa Mam nadzieję, że wycieczka się uda. W końcu to nasza ostatnia I tak o dziwo się zebraliśmy do kupy, udało nam się co nieco pozałatwiać. W drugiej klasie przez szanowną panią od historii do d.py pojechaliśmy. A miało być tak wspaniale - południowa Francja, Hiszpania... mrrrr. Ale za to w pierwszej klasie było miło Paryż, Dolina Loary - żyć, nie umierać!
Wiem, że przed nami jeszcze 7 miesięcy, ale już z tego miejsca chcę podziękować za wspaniałe 2 lata i 3 rok, który dopiero się rozpoczął, ale wiem, że także będzie wspaniały ;d

się rozpisałam ;o

Braaaanoc
 

 

15.

15 miesiąc dzisiaj pyknął. Zaczyna się 16 prawdaż.
I jakoś... nie cieszę się z tego dnia. Może dlatego, że razem z K. jesteśmy ostro pokłóceni? Szkoda tylko, że za każdym razem jak się kłócimy, ja muszę łagodzić sytuację. Głupia, naiwna jestem, że jak sobie odpuszczę, to tak czy siak on przemyśli sobie to i owo i spróbuje zmienić.
Ch.ja prawda, że się tak brzydko wyrażę! To najgorszy błąd w życiu, dlatego teraz Kotku musisz naprawdę się postarać, żeby mi przeszło!



Dokładnie 2 lata powtrzymywałam się.
Starałam się i co?
Nie wytrzymałam! Obejżałam dzisiaj `Coco avant Chanel!
Kiedy w końcu mogę kupić sobie książkę.. i zamiast poczekać te kilka dni, przeczytać ją i dopiero wziąć się za film... no, nie wytrzymałam! A 2 lata się powtrzymywałam!
 

 
Hej laski!
Mam takie pytanie: zamawiała któraś z was kiedykolwiek jakieś buty z deezee.pl ? I jak wrażenia? Wszystko się zgadza? Rozmiar buta/wkładki, jaka jakość, solidne wykonanie...?
Sama poluję na botki, których nie mogę znaleźć w sklepie i jak do tej pory widziałam je tylko na tej stronie (nawet na allegro chyba nie ma ;O) i chciałabym sobie zamówić, ale nie wiem czy warto.
 

 
Cieszyłam się ze zbliżającego weekendu.
Perspektywa długiego spania, popołudnia z Miśkiem była fenomenalna! No właśnie, była! Ale plany się zmieniły.
Bez wolnego czasu i bez niego, cóż.
Romansuję z historią, z francuskim, z łaciną... coby jutro mieć więcej wolnego czasu i móc nieco wyładować się na sesji zdjęciowej. Nie jestem zbyt z niej zadowolona, gdyż nie będzie tak jak ja chcę! Zostałam poproszona przez kuzynkę, aby zrobić jej kilka zdjęć z chłopakiem... a ja w głowie mam pustkę co do "miłosnej" tematyki. Preferuję fashion i coś podobnego, a nie jakieś miłosne. Tzn. mam kilka pomysłów, ale moja kuzynka i jej chłopak do tego się nie nadają. Wiem, jestem okrutna... chociaż nie - WYMAGAJĄCA!

Uciekam do książek... ;x
  • awatar konserwaatystka: uuuu nio to troszke sie plany pokrzyzowaly ale i tak zycze milego dzionka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatni rok edukacji 12 letniej uważam za rozpoczęty.
Dawno mnie tutaj nie było, a dużo się zmieniło.
Był K., który po 9 miesiącach zamienił się w M. na dwa miesiące, ale wrócił! Tak, wiem, że namieszałam, ale musiałam to zrobić, by przekonać się na własnej skórze. Przecież wiadome, że najlepiej jest uczyć się na swoich błędach, nie na innych - nawet jeżeli wiemy, że czegoś lepiej nie robić i tak to robimy, taki odruch niekontrolowany. Ale na szczęście, jest już dobrze i teraz jestem w 100% pewna, że nigdy czegoś podobnego nie zrobię.
Koniec o tym, czas na inne refleksje, dotyczące bliższej przyszłości.
Matura to bzdura, ale zdać ją trzeba w miarę dobrze.
Naciskają mnie na studia chemiczne, ale ja ścisłowcem nie jestem mimo iż perspektywa magisterki w Danii jest kusząca (tak, byłam w Danii na uniwersytecie, u kuzyna w laboratorium, jestem zachwycona)! Ale, to będzie jednak coś, co będę robiła wbrew swojej woli. Nie fascynuje się chemią i nie jaram się siedzeniem w labie i bawienie się w chemika. Ciekawe, ale nie dla mnie!
Dziennikarstwo - takie były plany na początku liceum, dlatego też wybrałam profil dziennikarski. Cóż, znów nacisk ze strony sił wyższych - żeby być dziennikarzem nie trzeba mieć studiów. Lepiej zrobić coś poważniejszego, a dziennikarstwo może być jako hobby. Wybijesz się, to dobrze - będziesz robić co lubisz. Nie uda się? Nie przejmuj się, masz przecież skończone dobre studia, więc szanse na dobrze płatną pracę (czy w ogóle na robotę) też są.
Więc zastanawiałam się nad prawem - plany gimnazjalne znów powróciły. Cóż, historia to moja pięta Achillesa, chociaż gdybym chodziła do innego liceum tudzież miała z innym nauczycielem, na pewno spokojnie mogłabym zdobywać czwórki, a nawet piątki. Całą drugą klasę przesiedziałam nad tym nieszczęsnym przedmiotem a i tak ledwo zdałam! A matura z matematyki? Rozszerzenie to byłaby jedna wielka porażka, ledwo z podstawą daje radę. Chociaż mówią, że poziomy rozszerzony jest zawsze łatwiejszy, a z matematyki to już w ogóle. Generalnie podchodząc do tego poziomu nic nie tracę, muszę zdać podstawę, a rozszerzenia nie są przecież na zdanie, tylko liczą się punkty.
Dzisiaj wpadłam na kolejny pomysł. Archeologia - ale nie takie siedzenie w muzeach bla bla blaaaa. Chcę jeździć po świecie i odkrywać różne rzeczy, odkrywać stare cywilizacje, tworzyć historię - i mówi to ta, która historii nienawidzi! Ale cóż. A później już tylko jakaś magisterka czy co innego za granicą i git. Na szczęście, żeby dostać się na UAM na archeologię nie trzeba mieć historii! Wystarczy matematyka, polski, język obcy i dowolny przedmiot - na korzyść kandydata. W tym przypadku WOS. Nie jest trudny a i lubię go bardzo
To tyle jeżeli chodzi o bliską przyszłość, a jak będzie? Zobaczymy. Za pewne pod koniec września zmienię zdanie, dlatego też nie będę na razie stawiać na jedno. Muszę usiąść i porządnie się zastanowić.
Niestety - rodzinkę, a właściwie mamę, babcię, dziadka interesuje wszystko co najlepsze i żebym poszła na ciężkie, ale dające chleb studia. Nie liczy się moje szczęście i satysfakcja. Większość pewnie zna ten ból... Ale postanowiłam, że nie będę pod ich wpływem i wybiorę to, co dla mnie najlepsze. Nawet jeżeli miałabym ich rozczarować. Sorry, ale to moje życie. Nie chcę później pluć sobie w brodę, że mam robotę, której nie lubię, nawet jeżeli zarabiałabym dużo kasy.

Cóż, niedziela zapowiada się oczywiście historycznie (wolałabym określenie "histErycznie"!) ale muszę zacząć przygotowywać się do klasówki, która zbliża się wielkimi krokami. Skoro nie piszę matury, nie powinnam się tak bardzo przykładać - wiele osób mi to powiedziało w piątek w szkole. Ale ja robię to dla właśnej satysfakcji! Żeby uświadomić przede wszystkim sobie (później nauczycielce), że stać mnie nawet na 3, może 4! Tak jak w pierwszej klasie, kiedy materiału było niewiele. W drugiej klasie dostałam jedną 3+, była ze mnie bardzo zadowolona nasza profesorka, ale później znów z ledwością... teraz udowodnię wszystkim, że potrafię! No, a poza tym udowadnianiem, nie chcę mieć dwój na świadectwie. Liczę na średnią... chociażby 4,0. Także dla własnej satysfakcji i żeby pokazać rodzinie, że stać mnie na więcej.

Rozpisałam się, ale musiałam. Potrzebuję takiej motywacji ze swojej strony. Tutaj jestem anonimowa właściwie (chociaż nie do końca ), więc nikt nie będzie się później śmiał, że miała takie plany, a gówno jej się udało. Teraz trzeba 'włączyć' ambicje i będzie dobrze. Jestem zazwyczaj pozytywnie nastawiona do wszystkiego, także w tej kwestii.
BĘDZIE DOBRZE!
  • awatar Lady Gina ;): w takim razie powodzenia na maturze . :P
  • awatar Gość: ale super :P jesteśmy z tego samego dnia, ale ja mam 15, lat to bd moje 16 urodziny :)
  • awatar Lady Gina ;): nasza kochana pani minister edukacji <która kiedyś była w fakcie bez spodni> sądzi ,że dzień bez zmian to dzień stracony :P więc postanowiła zmienić system edukacyjny <podręczniki itp.> Dlatego np. Licealne PO <przystosowanie obronne czy jakoś tak> mam w gimnazjum pod niechybną nazwą "edukacja dla bezpieczeństwa" . Poza tym formy testów się zmieniły i tak język obcy jest już obowiązkowy i to jeszcze z j.ang piszę dwa testy <rozszerzony i nierozszerzony> wszystko liczy się do liceum . :P Najgorsze jest to , że jestem w pierwszym roczniku , który idzie nowym trybem edukacji i ... ja i moi znajomi z klasy czujemy się mniej więcej jak króliki <tudzież chomiki> doświadczalne ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Całe życie, jak film, odtworzyło się przed moimi oczami, ukazując wszelkie wzloty i upadki, porażki i sukcesy, dobre i złe dni, wytykając błędy, podkreślając wybór dobrej drogi. Wszystko to pojawiło się w jednej sekundzie, by zaraz móc zniknąć. Zacisnęłam ręce na kierownicy i z wciśniętym hamulcem, czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Tak, byłam przerażona, ale nie martwiłam się o to, że mogę stracić życie. Tym najmniej się przejmowałam. Bardziej niepokoił mnie fakt, że obok mnie na siedzeniu pasażera siedział On, a na kolanach pies. Samochód zrobił dwa "piruety" nim się zatrzymał. Nadal przerażona ściskałam kierownicę, próbując coś z siebie wydusić. Bez skutku.
- Nic Ci nie jest? - zapytał M. patrząc mniej przestraszonym wzrokiem. Zdziwił mnie spokój w jego głosie. "Już po wszystkim", pomyślałam, ale mimo to nadal siedziałam z zawieszonym wzrokiem na przedniej szybie.
- Nie jadę dalej. - wydukałam po chwili, zmuszając się by spojżeć na chłopaka. W głowie mi chuczało, głos mi drżał. Nie byłam w stanie prowadzić. Już po chwili samochód ponownie był w trasie, z mniejszą prędkością pokonywał kolejne kilometry. Ręce zaciśnięte na fotelu, nie przestawały drżeć. Nawet spoojny głos M. mnie nie uspakajał. Zjechał na drogę polną, wiodącą do pobliskiego cmentarza. Tam na parkingu zatrzymał się, wyciągnął mnie z samochodu i mocno przytulił.
- Nic się nie stało. - powiedział, ściskając mnie. Czułam się bezpiecznie w jego ramionach. Odleciałam na kilka minut, jakbym właście zaciągała się kolejnymi buchami jointa. Nie chciałam by mnie puszczał. Ten, jakby czytając w moich myślach, nadal mocno mnie obejmował. Serce waliło mi jak oszalałe, jakby miało zaraz wyskoczyć. Tak naprawdę uspokoiłam się dopiero, gdy poczułam smak tytoniu. M. był zniesmaczony, nie lubi gdy palę. Usiadłam na masce samochodu, zamyślona. Wszystko wokół mnie zaczęło wirować. Utkwiłam wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, co straciłam. Miałam 17 lat, rocznikowo 18, a tyle już w swoim życiu przeszłam. Dzieciństwo nie należy do udanych, chociażby z tego powodu iż straciłam ojca. Właściwie to go wyrzuciłam ze swojego życia, ale to jego wina. Tak! To on zdradzał matkę, to on rozbudził we mnie negatywne uczucia, nienawiść do siebie. Po kilku latach przeszło. Bolało, ale już mniej. Powolutku stawiałam kroki do przodu i pozwoliłam sobie na mały kontakt z tym, który mnie spłodził. Co jeszcze straciłam? Najwspanialszego mężczyznę na ziemi i to po części z mojej winy. Starał się zmienić siebie, wiedział, że źle robi... już nawet nieźle mu się powodziło i co? Musiał pojawić się On. M. Po 9 miesiącach udanego związku pojawił się M. z którym już dawno się znałam, ale nigdy nie poświęciłam mu aż tyle czasu, jak tamtego dnia. Mimo radości wielu osób z mojego otoczenia (znajomych, kuzynek, nawet babci!), mama twierdzi, że jeszcze do siebie wrócimy. No, nie wiem.
Straciłam też siebie. Tą prawdziwą mnie. Stałam się kimś innym. Imprezy, trawka (tak sporadycznie), tytoń, niechęć do nauki. I co? Na pierwszy semestr 2 klasy liceum 3 niedostateczne. Do tej pory nie zaliczone. A czas goni. Kończy się. Muszę zdać i... właśnie dzisiejsza sytuacja uświadomiła mi, że jestem do tego zdolna!
Co jeszcze straciłam? Zapał do wszystkiego. Orkiestra dęta, w której grałam tyle lat. Lenistwo mnie zniszczyło. Zniszczyło od środka.
Po dzisiejszej przejażdżce czuję się silniejsza. Zaczęłam inaczej patrzeć na świat, na to co mnie otacza. Zauważyłam wszystkie błędy, jakie popełniam, które dostrzegłabym dopiero po pewnym czasie, po kilku latach, żałując, że nie mogę tego cofnąć. Tkwię w złym miejscu. Zakażonym, chorym miejscu, przepełnionym splendorem, ale nie dotyczącym mnie... Jeszcze nie wiem jak chcę to wszystko uratować. W kwestii miłosnej będę gnać do przodu, nie wchodzi się do tej samej rzeki drugi raz, a w moim przypadku byłby to już czwarty? Może piąty. Jeżeli mamy być razem, to jeszcze będziemy. Ale nie tu i teraz. W sprawach szkolnych - do końca marca miałam wszystko pozaliczać. Olałam, więc teraz oni mogą olać mnie. Z jednej strony odpowiadało by mi niezdać, mogłabym zmienić szkołę. Gdzieś bliżej. Tak, dojeżdżam 70 km od dwóch miesięcy. Wcześniej mieszkałam w internacie, nie wyszło mi to na dobre. Brak rodziców zrobił swoje. Teraz za karę jeżę po 3,5 h dziennie i też nie wychodzi mi to na dobre. Nie mam siły na nic. Ba! nawet nie mam czasu się w du.e podrapać! Przepraszam... Chciałabym zaliczyć to wszystko i w klasie maturalnej przenieść się do szkoły gdzieś bliżej. Zobaczymy.
Dzisiejsza sytuacja nauczyła mnie też czegoś. Na własne skórze przekonałam się, że życie jest zbyt krótkie, więc trzeba z niego korzystać! Z rozumem, oczywiście...
- Wracamy? - z zamyślenia wyrwał mnie głos M., który nadal zniesmczony wpatrywał się w papierosa. Kiwnęłam głową i mimo, że dłonie nadal mi drżało, to ja prowadziłam w drodze powrotnej. Chciałam się przełamać, ten strach, który mi towarzyszył i przerażenie. Zrozumiawszy wiele rzeczy, podniosłam dumnie głowę i zaczęłam się uśmiechać, sama do siebie. M. nie widział tego uśmiechu, nie odzywał się także całą drogę. Może nadal był wystraszony? Dopiero gdy bezpiecznie dotarliśmy do mnie, kąciki jego ust również powędrowały do góry. Lubię gdy uśmiecha się w ten sposób, wtedy wiem, że nie wszystko zostało jeszcze stracone i że mam dla kogo żyć. Dodaje mi otuchy, wystarczy, że spojrzę w jego piwne oczy. Wtopiłam szczupłe palce w jego czarne loczki i mierzwiłam przez 5 minut. Lubię się nimi bawić, są takie mięciutkie. Do twarzy mu z nieładem na głowie, chyba jak każdemu.
Położyliśmy się na łóżku. Pies między nami, jak zawsze. Drapałam go za uszkiem, M. obejmował mnie jedną ręką. Przez dłuższą chwilę wpatrywaliśmy się w milczeniu w sufit. Kreatywne zajęcie, ale czasami lubię tak. Ba! kto nie lubi? Zamknęłam oczy i utonęłam w objęciach Morfeusza... tam, gdzie nikt oprócz mnie nie ma wstępu, gdzie czuję się beztrosko, nie muszę niczym się przejmować, gdzie czuję się bezpiecznie.






wszystko 100% right.
  • awatar konserwaatystka: czytajac to na pczatku myslam ze to jakas opowiesc ale dobrnelam do konca i juz wiem ze nie. wazne ze pare spraw sobie uswiadomilas, moze tak musialo byc zebys byla w tym miejscu teraz i podjela pewne decyj, zycze ci zebys wszytsko sobie ulozyla i w szkole wszystko dobrze poszlo!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zmiana planów. Lecę z Fefką moją i chłopakami do aqua ;D
Naraziee ;*
  • awatar Gość: jejj jak ja dawno w aquaparku nie byłam, musze sie koniecznie wybrac :D
  • awatar konserwaatystka: hehe faajnie :)baw sie dobrze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cudowny dzień! Cieplutko, słoneczko grzeje... żyć nie umierać Ma być już tak... przynajmniej przez następnych 16 dni (pomijając deszcze, ale temperatura na plus!).
Wczoraj było pierwsze w tym sezonie ognisko. Nie byłam, bo po korkach byłam mega zmęczona i poszłam od razu spać. Do tego zapomniałam zamknąć za mamą drzwi, gdy wychodziła do pracy i spałam tak przy otwartych ;o.
Wstałam wcześnie, jako że szybko poszłam spać. I zamiast wziąć się za lekcje, cały dzień relaksuję się przy kompie W końcu wrzucili `Pretty Little Liars z napisami, mrrr! Więc obejrzałam ponownie ostatni odcinek, by móc zrozumieć to, z czym miałam problem przy angielskiej wersji.
Siedzę właśnie z mokrą głową i szykuję się do pizzerii Misiek dzisiaj grilluje, to ja postanowiłam zaprosić przyjaciela na mega dużą pizze, a co odchudzać będę się od jutra, o!
 

 
Wg Monashe, hitem na wiosnę powinien być kolor koralowy. Idealnie wygląda z beżem lub karmelem. Zawsze lubiłam wściekły róż. Delikatny, jasny kojarzył mi się tylko i wyłącznie z laleczkami barbie, z solarami, tapeciarami. Zmieniłam zdanie. Owszem, dalej przechadzając się po sklepach nie zwracam właściwie uwagi na ciuchy tego koloru, ale lakier sobie taki dziś sprezentowałam ;D

Moje paznokcie są niewyjściowe - generalne sprzątanie dzisiaj, dużo nerwów... ostatnio są zaniedbane.

A poza tym kurtka, bluzka i szalik, o których wspominałam w poprzedniej notce (dzisiaj tak bardziej twórczo cały zestaw, jutro lub poniedziałek pokażę jak prezentują się na mnie, no i jak wygląda cała bluzeczka )




Za godzinę mam korki z matmy, wrr!

Narazieeeeeeeeeee;*
 

 
Zapewne każda z was wie już, że Kaśka Tusk założyła bloga. Stylizacje ciekawe, nie powiem, ale jest córką polityka, który zarabia ogromne pieniądze, więc ma możliwości, żeby obkupić się w fajne rzeczy, które zazwyczaj są drogie... Kaśka nie jest brzydka. Czytając jej posty, zgaduję, że jest miłą osobą, która czasami ma problemy z interpunkcją.
W jednym z postów umieściła przepis na swój ulubiony napój. Kawa latte domowej roboty. Jest mega! Postanowiłam sobie dzisiaj zrobić i spróbować. Oczywiście odpuściłam sobie punkcik z pianką, z startą czekoladą.
Przepis można znaleźć tutaj: http://www.makelifeeasier.pl/inne/tlusty-czwartek/

Dziewczyny, jest genialna, naprawdę! (kawa ofc ;p)
Moja dzisiejsza jest prostej roboty, bowiem podgrzałam tylko mleko, wsypałam kawę, kakao i cukier. Uprościłam formę, bowiem nie chcę ryzykować z pianką (tym bardziej, że ostatnio przez moją głupotę cała kuchnia była w tłuszczu! tak, tak. Nie nadaję się do gotowania i nie zamierzam się uczyć ;d), a do tego nie mam startej czekolady. Ale mimo tego jest bardzo dobra. I smakuje jak lepsza wersja latte! Polecam, oczywiście

A co u mnie? No dobrze jest. Luźny tydzień był. Zaczęliśmy film kręcić na konkurs francuski (i na zaliczenie warsztatów dziennikarskich/filmowych. Dojeżdżam (tak, już nie jestem w internacie) i nie jest tak źle. Z dnia na dzień coraz gorzej mi wstać, muszę conajmniej o 22:30 usnąć, żeby mi się fajnie budziło w miarę i żebym nie spała na pierwszych lekcjach. Po powrocie wcale nie jestem zmęczona, dopiero po odrobieniu lekcji padam na ryj ;o. Z Miśkiem też dobrze, w piątek, 18 marca, stuknie na 9 miesiąc już ;o. Dla was to pewnie mało, ale dla mnie bardzo dużo. Mój KAŻDY związek kończył się po miesiącu, ewentualnie dwóch, więc satysfakcjonuje mnie obecny wynik i oby ta dziewiątka się jeszcze pomnożyła, potroiła i tak dalej

Nigdy nie miałam przyjemności wrzucać na żadne blogi swoich nowych nabytków, stylizacji i tak dalej. Bo zwykle nie mam nic ciekawego do pokazania. W mojej szafie znajduje się kilka fajnych, pojedynczych rzeczy, ale generalnie jakoś nigdy nie czułam się na tyle dobra, by pokazać cokolwiek światu. Ba! nawet mnie to nie kręciło mimo iż uwielbiam oglądać to na innych blogach.
Wczoraj moja mama będąc na zakupach, zaopatrzyła mnie w kurtkę (trochę żałuję, że nie pojechałam z nią, ale siła wyższa = spr z wosu wymusił na mnie pójście do szkoły ;x), coś na styl ramoneski. Brązowa, jakby przypalana nawet. Do tego jakby tunika w kwiatki (także brązowa, żeby pasowało ) i nowy szalik w panterkę (mój w H&M został ukradziony w szkolnej szatni, albo w internacie. mama swojego nie chce mi dać ;<. We wtorek pojedzie znów i zaopatrzy się w buty na obcasie, na platformach. Rozszalała się, ale to bardzo dobrze. Koniec świata się zbliża, trzeba inwestować póki jeszcze można ;d Dzisiaj może pochwalę się tymi w/w zdobyczami. Jeżeli nie dziś, to na pewno jutro

Poza tym pożyczyłam od mojego chłopaka Zenit'a. Dzisiaj muszę kupić kliszę. Po południu prawdopodobnie spadam na jakieś sesję z moją modeleczką I wypróbować Zenit'a ;D

Otworzyłam okno i... pachnie mi latem! Takim czerwcem, końcówką roku szkolnego ;O wiosna <3 i oby już nie padało! I nie było mrozów! Niech tak zostanie.

A tymczasem lecę posprzątać trochę w pokoju. Wyprowadzić psa i spadam do nauki dzisiaj korki z matmy ;x.
 

 
Sesja bardzo udana.
Tak, odżyłam! <yees>
A niżej - takie jedno dziecko, które dzisiaj się zrodziło... jedno, z półtora tysiąca prawie ;D
Niby godzina na dworze, a zmarzłam, że szok ;O
Zimooo, wypieer...!

(zdjęcie specjalnie zmniejszane, ofc.)
 

 
fałszywy alarm. jeszcze tego samego wieczoru było już dobrze.. wrr.

Aparat już wrócił z naprawy <yees>.
Jutro od rana zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia!
Ciężka praca nas czeka.
Tyle zaległości i głód, który opanowuje moje ciało od dwóch miesięcy! Awrrr.
W końcu znów odżyję.

love ya!
<3

a na obrazku poniżej.. moje pierścienie.
krzyż (w końcu go znalazłaaam!)- dzisiejszy nabytek.
Chciałam jeszcze gołębia, ale niestety, fundusze mi na to nie pozwoliły. Ale sprawię sobie, niebawem! ;D
a ten drugi? to stary ;p z ponad rok ma ;O bodajże z Orsay'a albo C&A. Już nie pamiętam... ;O a może H&M? ;O
 

 
Miałam zamiar podzielić się dzisiaj moim weekendem. Impreza osiemnastkowa się nie udała, bo o 22 byłam zmuszona siedzieć przy mojej naprutej kuzynce i przy chłopaku, który akurat tamtego wieczoru musiał mieć słaby dzień. Dobra, całą noc nie spałam, ogarniam ich u siebie w domu. Co chwilę latałam z miską...
W niedzielę było pięknie. Byłam wściekła na Miśka, ale co z tego? Pobaraszkowaliśmy jeszcze zanim pojechał do domu, mrrr.
A dzisiaj? Dzisiaj to już jest meksyk! Nie mam siły pisać wszystkiego, powiem tyle..
To był najwspanialszy czas! Najlepsze 8 miesięcy jakie kiedykolwiek przeżyłam w swoim życiu. Dziękuję za wszystko!

Nienawidzę smutnych obrazków, smutnych piosenek... kiedyś dużo tego miałam, dużo słuchałam. Zaczęłam na wszystko patrzeć z pozytywnej strony. Jeszcze pojawiłeś się Ty. Już w ogóle było mega. A teraz? Grrrr, mam ochotę krzyczeć, skakać, rozwalić coś... nie wiem! Ale nie chcę znów zamknąć się w swoich czterech ścianach, zamknąć się w sobie i znów żyć w samotności. Nie chcę... zbyt wygodniej mi było tam...
 

 
Wczorajsze before party bez solenizanta, najpierw w trójkę, później doszła druga trójka chłopców... udane! Same piwa, a mam gorszego kaca niż bo dwóch butelkach wódki na trzy osoby ! ;O Jakaś paranoja.
O 19 dzisiaj zaczyna się impreza <yes>
Idę złożę życzenia i spadam do miasta, na przystanek bo Misia. Koper mnie podrzuci i odwiezie z powrotem, więc jest dobrze Miśkowi dam klucze i niech spada odpoczywać do mnie ;D A ja uciekam na bibcie. Posiedze do 23... mam ochotę dłużej, ale no co... Pewnie i tak wrócę szybciej, bo nie będę w stanie wytrzymać, hahaha;D więc z jednej strony nie cieszę się, że przyjedzie już dzisiaj, a nie jutro na cały dzień. Ale no cóż... stęskniłam się za jego torsem, do którego kocham wtulać się szczególnie w nocy przez sen, mrrrr. ;* Sama go dzisiaj do tego zmotywowałam, mimo że jeszcze wczoraj mu pisałam, że sama niedziela będzie dobra, bo chcę się wybawić.
Miałam chore sny dzisiaj. Zostałam postrzelona, wykrwawiłam się, niby umarłam, ale powstałam ;D bo miałam jakąś misję do spełnienia jeszcze ;O a później mi się włosy w buzi śniły.. właściwie to włos jeden.
` włosy - mieć w ustach: straszne przeżycie .... grrr, ciekawe co się wydarzy.. no tak, kac kupa ;D
Grrr, zaraz 15:30. Dziewczyny wpadają o 18. Muszę jeszcze psa zaprowadzić przed imprezą do babci. No, zostawiła bym go, bo Misiek by się nim zajął, ale zbyt podejrzane będzie. Tak, nikt nic nie wie, że on dzisiaj przyjedzie. Hahaha bo by mi dali popalić, lol. Rodzinka ;| dobrze, że mamusia jedyna kochana wszystko rozumie xd pozdrawiam ją bardzo baaaardzo z tego zadupia. Wypoczywa sobie już drugi weekend w tym roku w górach ;O takiej to dobrze;d hahah xD
Dobra, idę do tej wanny, bo nie dojdę ;P może kaacuś minie ;O

Love ya! ;*
 

 
No, ciężkie dni ostatnio mam. Wszyscy się wszystkiego czepiają. O dziwo, nie wyładowuje się na Miśku.. no, pomijając wtorek. Wkurzyłam się trochę, bo prawdopodobnie nie przyjedzie w sobotę na noc, tylko w niedziele na cały dzień. Teraz, jak sobie tak pomyślę, może to i dobrze? Przynajmniej z osiemnastki nie będę musiała szybko uciekać ^^ Więc, zabawa do rana! <yes>

Historyzacja... jakoś idzie. Narazie notatkuję cały dzień. Muszę ostatnie tematy przerobić, bo w czwartek po feriach sprawdzian. Ostro, we wtorek jeden z trzech, który muszę zaliczyć, a w czwartek drugi, ten z ostatniego działu. Awrrrr!

Fajki mi się skończyły, bu ! ;<
Mama za godzinę wyjeżdża w góry, a ja pójdę zaopatrzyć się w mały zapasik ;d Żeby mi na imprezę jutrzejszą jeszcze zostały ;O

Love ya!
 

 
Wielu z was zdziwiłby fakt, że muszę zaliczyć pierwszy semestr z historii, ponieważ nie udało mi się wyjść z zagrożenia, ale tylko wtedy, gdybyście mnie znali. Chociaż znajdą się i tacy, którzy powiedzą: "Jak można nie zdać z historii?". Otóż, w mojej szkole, na rozszerzonej historii, z panią JPG, która uczyła m. in. aktora T. Kota (np. Skalski z "Niani"... jest to możliwe. Nie, nie uczy źle, tak naprawdę jest na odwrót. Ale sprawdziany, jakie robi są straszne. Zadania maturalne jeszcze ujdą. Jest ich naprawdę bardzo malutko, a wszystko inne jest ponad to. Może nie ponad poziom toku nauczania, ale ponad poziom matury na pewno! Przeglądałam wszystkie matury z historii - oba poziomy, i nigdzie nie znalazłam takich okropnych szczegółów tudzież zadań na trzy kartki, w których jest tekst ciągły z powycinanymi datami, wyrazami, nazwami. To wydaje się być proste, ale w praktyce wcale nie jest. Wtedy musisz po prostu wykuć całą książkę na blaszkę. Teraz jest troszkę łatwiej, bo umawiamy się z nią, co chcemy. Czy pracę klasową, czy test. Oczywiście dla mnie łatwiejsza jest praca klasowa. Podaje kilka tematów, wykujesz się z nich, na pracy klasowej poda Ci jeden z nich i piszesz. Zawsze coś tam się nauczysz i napiszesz. A na spr? Mimo iż się uczę, daje takie pytania, na które odpowiedzi nie ma nawet w książkach, które mamy na lekcji. A one niby dobre są. No są, bo dużo mają ważnych informacji, ale co z tego, skoro ona wyciąga jakieś pytania z kosmosu? Trzy razy zrobiła tylko sprawdziany, które są dołączone do tych książek i jeszcze jako tako dało radę.
Wiem, sama sobie wybrałam taki kierunek, ale dla mnie priorytetem był język francuski i medialne przedmioty jak: warsztaty dziennikarskie czy filmowe, różne wyjazdy do radia i tak dalej. No i do pewnego czasu język polski, ale od pewnej lekcji jeszcze w klasie pierwszej, na której to zrozumiałam, że profesor mnie nie lubi i do tej pory za każdą pracę, sprawdzian, odpowiedź daje mi dwójki, mimo iż wiem, że się nauczyłam, przyłożyłam i stać mnie na lepszą, ba! o niebo lepszą ocenę, zaczęłam olewać ten przedmiot. Nie będę się starała, skoro on ocenia po nazwiskach? Po feriach muszę zaliczyć sprawdzian z Pana Tadeusza, dlatego też wykuję się, zaliczę.. i jeżeli da mi znowu 2, mimo że naprawdę się do tego przyłożę, pierd...olę i będę uczyła się materiału tylko oby na 2 i już. Chociaż nie, bo odbije się to później na maturze, a z polskiego chcę koniecznie zdawać rozszerzoną ;O
Ja tu piszę pierdoły, a książki obok grzeją miejsce. Hmmm, no tak, trzeba brać się na historię. Wiem! Ferie są, ale cóż... zrąbałam, muszę teraz wziąć się w garść.

Baaj;*
  • awatar konserwaatystka: zaliczysz ... tylko sie postaraj wiem ze to trudne ale tzreba wierzyc ze da sie rade
  • awatar Camillle.: uwierz w siebie, i zaliczysz, a także nie zwracaj uwagi na tych co tak mówią !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Impreza przednia.
Kac morderca nie ma serca!
I te pęcherze na stopach.
O 22 już bez butów latałam ;O
Nie przejmując się abonamentem zadzwoniłam do Miśka, który w Austrii teraz siedzi. Hmmm, zjadło mi tylko minuty ;O Pogadałam z nim chwilkę i z moją współlokatorką też.
Wróciłam nad ranem, pewnie siedziałabym dłużej gdyby nie to, że później nie miałabym podwózki, a na pieszo bym nie doszła ;O
Hahah, mama wróciła jeszcze później xD bo o 10, lol ;p jest lepsza ode mnie ;D
Szlugi jeszcze zostały ;O chyba pierwszy raz w życiu ;O
Btw, mamuśka jedzie na weekend w góry. Misiek w sobotę wraca z Austrii więc po drodze do mnie zajedzie i zostanie na nockę, mrrrr! ;* To nic, że akurat w sobotę osiemnastka mnie czeka. Pójdę, dam prezent, wypiję zdrowie, zdzielę pasem po dupce, potańczę i wrócę do męża mego ;D tak, nie mogę go zabrać, bo: nie jego klimaty, poza tym będzie zmęczony po podróży. A nie obrazi się, jak chwilę sam w domku zostanie ;D przynajmniej pies nie będzie sam, haha xD
Kochaaaaaaaaam Was wszystkich i dziękuję za dzisiejszą nockę
A teraz, w oczekiwaniu na zdjęcia, upajam się kofeiną i serialami: The Hills, The City i czekam aż wrzucą mi Pretty Little Liars, 90210 i Gossip Girl, no!
 

 
Omfg.
Na tym zadupiu, w żadnym sklepie! nie ma nic godnego uwagi! Kupiłam tylko marynarkę krótką, z bzdetami jakimiś na ramionach. Postawiłam na prosty top i może szorty. Jeszcze nie wiem. Zastanawiam się też nad balladynami, ale co za dużo to nie zdrowo. No i buty na obcasie.
Grrrr, otwieram szafę i co? Kurde, no nie ma w co się ubrać. Albo się nie nadaje na imprezę, albo już w tym kiedyś byłam, a w inny sposób nie da się tego już wykorzystać, albo coś jest już zniszczone. Grrr, brak kasy robi swoje. Czasami można pozwolić sobie na coś, ale kurde nie tak co tydzień jak niektóre dziunie z mojej szkoły ;o awrr co za ironia losu!
A za marynareczkę dałam 45 zł ;P hahha, z 49 mi spuściła. Bardzo podobną widziałam ostatnio w galerii za 89 zł bodajże ;O materiał taki sam, tylko na ramionach miał coś innego. Lol.


Kristin Cavallari kocham Cię! ;O
I te Twoje buty też nawet;p
 

 
Dzisiejszego dnia oficjalnie rozpoczęły mi się ferie Pozdrawiam województwa, które również mają wolne, a z jeszcze większym uśmiechem macham do tych, którzy muszą chodzić do szkoły (którym już się ferie skończyły, lub jeszcze nie zaczęły (?)).
Poza tym dziś walentynki. Nigdy, przenigdy nie spędzałam ich z chłopakiem, bo... nigdy właściwie nie miałam chłopaka w tym okresie. Raz! Ale dzieliły nas kilometry, a poza tym w walentynki tak oficjalnie rozpadł się nasz związek. Hm, długa, internacka historia, o! Ale dzisiaj między nami jest dobrze Tak, jesteśmy dobrymi znajomymi i śmiejemy się z tego, co było kiedyś.
Mon petit-ami aktualnie jeździ sobie na desce w Alpach. Tęskni mi się za nim okropnie! Dzisiaj były plany na romantyczną, walentynkową rozmowę przez Skype, ale wczorajszego dnia zmieniłam zdanie. Jeszcze trzy tygodnie temu, gdy dostałam zaproszenie na imprezę, rozpoczynającą ferie, byłam wręcz pewna, że ten wieczór chcę spędzić przed laptopem, wpatrzona w ekran na mojego, ale w niedzielę doszłam do wniosku, że stęskniłam się za nimi wszystkimi! Poza tym mam ochotę na alko, dym papierosowy w płucach i densing przez al najt! ;D Bo ostatnie moje imprezy to tylko domówki, na których no ni dy rydy potańczyć bo tam sąsiad powali, tutaj zadzwoni, obok przyjdzie i awanturę zrobi, zaraz policja się zjedzie i lipa. Poza tym muzyka też jest nieodpowiednia. To znaczy, lubię bawić się przy muzyce klubowej, piosenki imprezowe, trance, house, dance i te wszystkie inne, ale jeśli mam tańczyć przez CAŁĄ NOC! to tylko i wyłącznie na moich podtupajach wiejskich przy disco polo i tych innych. Zapewne będzie przeplatanka z nowoczesnymi, jak zawsze, żeby trochę odetchnąć... ale, no kto nie bawi się najlepiej przy disco polo? No, ja rozumiem w klubie, Heaven, Seven czy Protector (burdel nr1). Ale na sali? To tylko diiiiiisco polo króluje!
Za godzinę spadam z kuzynką na małe zakupy. Idziemy do nowo otwartego sklepu, bowie muszę zakupić sobie jakiś ciuszek na dzisiejszy wieczór. Jak mi starczy pieniędzy to może zakupię sobie dwa, o! No bo w piątek 8-stka ;O. A jak nie, to pójdę w tunice z sylwestra, o ;d

Miłych valentine's day!
;*
 

 

;O

Duuuuuuuuuuuuużo się działo.
Ale co będę opowiadać
Ostatni weekend w internacie: UDANY!
Tak, ostatni bowiem mam... karę? ;>
Za oceny ;x ale we wrześniu wracam! <yes>
W piątek - koncert JAMALA z spiżarni.
Piątek/sobota - domówka u kolegi.
Sobota- 7:30; wbiłyśmy do mojego chłopaka, żeby się przespać, ogarnąć przed powrotem do internatu ;D Wróciłyśmy o 18 dopiero. Wieczorem sprzątanie wszelkich oznak imprezy przedkoncertowej-piątkowej, żeby wychowawca się nie pluł jak wpadnie znienacka. I rozkmina, kiedy dowiedziałyśmy się, że goście weselni wynajęli pokoje, tak więc będą się po weselu przewijać przez całą noc. Jako że wychowawczyni poszła spać i nie miała zamiaru co chwilę wstawać i otwierać im drzwi, zostawiła je otwarte, ha Miały być klimaty albo popijawa u Miśka mojego, ale jako że nie chciało mi się iść (właściwie daleko nie było, ale.. ;p), a u Miśka musiałybyśmy być cicho, to padło na nasz internat ;P Hahaha, Misiek wbił się przez szkołę z piwami i było git ;D pół godziny później wychowawczyni zaspana wbiła ;O wpakowaliśmy go do szafy i nic się nie skapnęła mimo, że była ona otwarta, bo nie zdążyłyśmy zamknąć ;O kazała tylko puszki posprzątać ;D hahaha, więc bez przypału. Myślałyśmy, że gorzej będzie z wejściem, a tak naprawdę problem był z wyjściem. Ale daliśmy radę ;D haha ;p tak więc weekend był chyba jeden z najlepszych ;D chociaż większe imprezy przeżywałyśmy, to tak czy siak, te mniejsze były najnajnaj;d
tak bez ładu, składu ale nie mam siły pisać. Spałam dzisiaj tylko dwie godziny, bo ktoś zaczął walczyć o swoje miejsce na łóżku ;P zawsze mi ustępował, a teraz? ;O alee i tak GO kocham ;D
pobiłam swój rekord bardzo bardzo ;P wiem, że dla wielu to mało czasu, ale dla mnie dużo. 18 będzie już 8 miesięcy ;O jestem z siebie dumna, że w końcu się ustatkowałam ;O chociaż nie wiem czy to dobre w wieku 18 lat, tym bardziej, że jestem typem imprezowiczki. On właściwie też, ale trochę bardziej nieśmiałym, więc się nie martwię
dobra, bredzę już bez sensu

Ciepło chcę!
I kawy!
Dużej ilości!
Wypiłam już jedną.
Muszę zrobić drugą!